Dziecko powinno chcieć się uczyć

Zgodzisz się ze mną, prawda? Zastanówmy się jednak co tak naprawdę kryje się pod tym stwierdzeniem? Co to znaczy CHCIEĆ?

Chcenie to inaczej wyrażenie swojej WOLI, PRAGNIENIA. Ja sam chcę, z jakiegoś mojego, osobistego powodu. Mam potrzebę, podejmuję decyzję. JA.

Jeżeli podejmuję decyzję, to znaczy, że mam jakiś WYBÓR. Mogę czegoś chcieć, a czegoś mogę nie chcieć. Z wachlarza możliwości wyławiam to, na czym mi zależy. Bo chcę. I to jest prawdziwe chcenie, do którego nie trzeba namawiać, czy motywować.

Dlaczego chcenie jest ważne?

Zarówno badania naukowe jak i osobiste doświadczenia dowodzą, że chęć to pierwszy krok do realizacji jakiegokolwiek celu. Wola, pragnienie, potrzeba to jest to, co pozwala nam być wytrwałym, stawiać czoła przeciwnościom, podnosić się po upadku. Bez chcenia nawet nie przyjdzie nam do głowy spróbować! Chyba, że ktoś nas zmusi… Ale wtedy nie ma to nic wspólnego z chceniem.

A jeśli nie chcemy czegoś, co „powinniśmy chceć”?

Czujesz już przewrotność tego stwierdzenia – powinno chcieć? Bo przecież uczyć się trzeba, a skoro lepiej się uczymy, gdy chcemy, to dziecko powinno chcieć. Kłopot w tym, że nie chce… Nie chce, więc się nie uczy. Musi zacząć chcieć! Nie tego, czego chce ONO, tylko tego, co chce szkoła, mama i tata. Aaaa!!!!

SKĄD TO SIĘ WZIĘŁO??

Mózg ludzki jest tak skonstruowany, że jego rozumowanie opiera się na schematach poznawczych – takich oczywistościach, które uznajemy za prawdziwe i pewne. Dzięki tym schematom oszczędzamy mnóstwo umysłowej energii – nie musimy każdej sytuacji analizować, bazujemy na wcześniejszych doświadczeniach.

Problem w tym, że te schematy czasem prowadzą nas w ślepą uliczkę, jeśli zgodność danej sytuacji z wcześniejszymi doświadczeniami jest tylko pozorna, powierzchowna. Albo jeśli świat się zmienił, a my wciąż tkwimy w starych schematach, które zupełnie się już nie sprawdzają.

Współczesna polska szkoła i sposób nauczania jest właśnie takim schematem. Przestarzałym, nie sprawdzającym się, nie przystającym do rzeczywistości.

Gdy powstawała:

  • miała przyczynić się do spadku analfabetyzmu – dzieci rodziców bez wykształcenia uczyły się czytać, pisać i liczyć
  • dostęp do wiedzy poza murami szkolnymi był znikomy, więc czego się nie nauczyło w szkole, tego się nie umiało
  • ilość informacji do zapamiętania była ograniczona, łatwo było nauczyć się w szkole „wszystkiego”, co potrzeba
  • wiedzę dało się zdobyć tylko w szkole, więc dyplom absolwenta był jedynym dowodem, że ktoś coś umie
  • miała przygotować dzieci rewolucji przemysłowej do pracy w fabrykach i innych nowych zawodach (migracja ludności ze wsi do miast)

Skutkiem tych celów edukacji był z góry narzucony program nauczania, do którego realizacji nauczyciel miał zmusić uczniów pod groźbą kary. Złe stopnie = brak wiedzy = brak dyplomu = niepowodzenie w życiu (brak podstawowej wiedzy o świecie, nieprzygotowanie do pracy).

W takim schemacie wyrośli nasi dziadkowie, przekazali go naszym rodzicom, którzy zaszczepili go nam. Teraz my tak samo postrzegamy edukację naszych dzieci. Jednocześnie rozwój psychologii, neurobiologii i kognitywistyki odkrywa przed nami coraz więcej tajemnic ludzkiego mózgu, zmienia się nasza wiedza o uczeniu się, zmienia się sposób życia, wychowania. Tylko w szkole zmiany u podstaw brak. Rodzic czuje się zagubiony. Wie, że dla dziecka ważna jest pasja, odpoczynek, chęć. Jednocześnie trzyma się schematu, że w szkole trzeba mieć dobre stopnie, bo to one świadczą o wiedzy i są jedyną gwarancją sukcesu. Tymczasem…

W dzisiejszym świecie normą jest:

  • gwałtowny przyrost wiedzy, powodujący, że nie da się nauczyć wszystkiego i raz na zawsze. Trzeba natomiast wiedzieć gdzie szukać informacji i jak je oceniać.
  • wszechstronny dostęp do wiedzy – książki, publikacje naukowe najlepszych uczelni na świcie, od których dzieli nas kilka kliknięć myszy, możliwość szybkiego kontaktu ze specjalistami z dowolnej dziedziny, kursy, wykłady i konferencje on-line. Wszystko w dowolnym miejscu i czasie!
  • inflacja dyplomów – dyplom nie daje żadnej gwarancji dobrej przyszłości, coraz mniej firm patrzy na wykształcenie, liczą się rzeczywiste umiejętności, które możesz zdobywać skutecznie na własną rękę (wyjątkiem są bardzo wąskie specjalizacje)
  • zmiana – świat ciągle się zmienia, coraz więcej zawodów znika, ludzi w prostych pracach zastępują maszyny, rośnie konkurencja. Elastyczność i umiejętność szybkiego dostosowania się to podstawa przetrwania w dzisiejszym świecie. Coś co umiałeś wczoraj, dzisiaj może być Ci do niczego niepotrzebne.

A szkoła? Czy szkoła tego wszystkiego uczy? Czy raczej utknęła w XIX wieku i nie rozumie dlaczego młodzież coraz bardziej się przed nią buntuje i coraz mniej się do szkoły nadaje?

Dziecko doskonale wie czego powinno chcieć

Dziecko rodzi się z elastycznością, chęcią rozwoju i nauki, potrzebą zrozumienia świata i przystosowania się do niego. Dziecko samo doskonale wie jak to zrobić! Jest inteligentne, ma wykształconych rodziców, dostęp do książek i innych źródeł wiedzy. Niejeden współczesny 7 latek wie więcej, niż przeciętny nauczyciel sprzed 100 lat.

Dziecko wie czego powinno chcieć. Nie potrzebuje zamknięcia w schemacie i kucia na pamięć zbędnych informacji. Ale na pewno przyda mu się wsparcie, inspiracja, pokazanie możliwości, nowych dróg do odkrywania. I to właśnie powinien otrzymać od szkoły, nauczyciela i rodziców.

Na system edukacji mamy niewielki wpływ. Na nauczycieli też (chyba, że nimi jesteśmy!). Mamy za to wpływ na siebie – rodziców. Mamy wpływ na to, czy pozwolimy dziecku chcieć tego, czego ono chce i nie chcieć tego, czego nie chce. Pozwólmy mu mieć 3 czy nawet 2 z przedmiotu, który mu się nie podoba. Zaakceptujmy strategię przetrwania szkoły, tak, żeby nie zniszczyła ona możliwości rozwoju w kierunku, który wybrało dziecko. Przekonaj się, że odpuszczenie nacisku i oddanie odpowiedzialności sprawi, że dziecko wybierze mądrze i dobrze dla siebie. I będzie chciało.


Ciekawe? Podziel się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *